Jest \ są : (znak "✔️")
✔️Plecaki
✔️Śpiwory
✔️Ręczniki
✔️Latarki lub czołówki (latarek nie ma)
Itd,.
Nie ma : (❌\✖️)
❌ ładowarki do aparatu (ładowarka)
❌ baterie do czołówek
I inne...
Potem do Ziutka (nie będę przepisywał, bo naprawdę wiele tego tam było).
Wymyśliłem też piosenkę :
LISY
My
jesteśmy lisami, tymi drapieżcami,
x2
zobaczył wędkarz rybę, którą złapaliśmy,
my
po prostu psociliśmy.
x2
Zbadaliśmy, i wszystko widzieliśmy,
to my,
lisy.
Lwa pokonaliśmy, życie z niego sączyliśmy.
Listki
śpiewają i my,
x2
Lisy.
x2
te najdroższe i najgorsze,
lasy zielone, i trochę kolorowe też.
I byliśmy w łodzi, - łodzi tej ludzkiej, ludzkiej.
Śpiewaliśmy latami, i walczyliśmy, też latami, tymi wielkimi, zgrabnymi.
To my -
lisy.
Tak ona leci. Bardzo mi się podoba. Na jasno jej się nie nauczyłem :) 😛
Ziutek może aż pomieścić 90 litrów swojego jedzonka ! Dobra, skończę z tym.
ZACZNIJMY !
R. 2019, Tatry.
19 Kwietnia,
1 noc w Ziutku.
Wstałem.
Przecież zawsze na początku dnia trzeba wstać, jeżeli się wczorajszego
dnia zasypiało. Wiedziałem, że dzisiaj będzie moja, mamy i taty pierwsza
noc w Ziutku. Mama coś szyła, w każdym razie ja tak słyszałem. Potem
już nie szyła. Wstałem, jak było napisane, i tak jak było. Robiłem
śniadanie, jednocześnie robiąc ciepły sok. Zjadłem, ale mama nie mówiła
mi żebym zjadł te kanapki i wypił ciepły sok.
Dotąd, kiedy tata przyszedł z pracy, przygotowałem różne rzeczy sam, albo z mamą :
• Jajko wielkanocne ( Styropian wsiąkł w lakier, więc wyglądało to tak jakby odpadł styropian - to było po prostu smocze jajo),
• Zrobiłem sam azul w kuchni pod lodówką i szafką,
• Psikałem kwiatki, ręce mi się mocno zmęczyły, i podlałem choinkę, 5 słoikami wody, co były do pełna.
ITD,.
Kiedy
tata przyjechał z pracy, zjadł obiad tak jak ja (ja jadłem wcześnie),
był makaron z boczkiem, który kupił tata równiutko przed wyjazdem, a do
turystycznej lodówki by nam się nie przydał, a jak byśmy go dali do
normalnej lodówki, to by się przeterminował.
- Po co go kupiłeś ?
- Bo tak.
- Ale czemu ?
- Bo tak.
- Wiesz, że się przeterminuje.
- Wiem.
No
i przez to MUSIELIŚMY zrobić ten makaron. Potem pojechaliśmy do babci
Grażyny (o awanturze z boczkiem nie gadaliśmy ), by dać jej kwiatki
które miała podlewać, a za to daliśmy jej pudełko ptasiego mleczka (jak
było napisane na pudełku). Mama te kwiaty dziś drugi raz podlewała, bo
był straszny upał, ale aż za mocno, bo wyszło Barojo. Bajoro. A, raczej
BREJA.
Potem
natychmiast pojechaliśmy. Jechaliśmy Ziutkiem (unikaj opłat), 5 h bez
przystanków. Tak z 6 godzin i 10 minut z przerwami. Ja to piszę szybko, a
jechało się naprawdę długo. Po drodze zjedliśmy bułki (i na
przystankach) i zaparkowaliśmy przy stawie (jeziorze) Pogoria. Zasnąłem o
pierwszej w nocy, chyba, ale na szczęście NIE wymiotowałem.
20 kwietnia
OCH !
No
wstałem z Ziutka. Wczoraj zaparkowaliśmy nad stawem, czy jeziorem,
który nazywa się Pogoria. Mama była obudzona kiedy wstałem z Ziutka, ale
tylko 5 minut temu. Tata dalej chrapał, nadal. Mama nadal gadała, i
marudziła, że za późno wstaliśmy. Dla mnie było to odwrotnością, dlatego
że ja wstaje od 10 do 12. Normalnie na dwunastą... Dobra skończę z tym.
To tak :
9:00
Rozumiecie ?
No dokej.
Jechaliśmy,
tak z 2 h, na parking. 10 czy 20 złoty za osobówkę, na dobę. Chyba 10,
ale za dobrze nie pamiętam. My wykupiliśmy na 2 doby, wypiliśmy sok,
ubraliśmy się, i ogarnęliśmy (no tak trochę). Ruszyliśmy. Asfaltem,
co było nie przyjemne dla moich, mamy i taty nóg, bo byliśmy w górskich butach. Ach jak te koniki się męczyły ! Po 30 minutach do godzinki przeszliśmy na skały,
które były poustawiane w górę, tworząc schodki. Potem normalnie szliśmy drogą.
Miałem dziś fajny dzień bez przekonania, ale nie wiedziałem, że ten dzień jeszcze może się zmienić. A i się zmienił. No, zmienił. Zobaczcie :(po drodze jedno zdjęcie, które bardzo, i jeszcze bardziej warto obejrzeć).
Nagle coś ciepłego,... Tak. Słońce, tak myślałem. Był też śnieg. To wszystko równa (=) ślepotę śnieżną, faktycznie, tatowi wydawało się że zielony szlak to czerwony. Ja miałem okulary... OK. Szliśmy, zrobił się cień, mama powoli się męczyła.
Ja szedłem na przodzie, ale i tak blisko mamy i taty na szczęście. Wtedy zrobił się cieniu ("cieniu" specjalnie tak napisałem, bo tak było w pamiętniku), (cień), aż nagle.
co było nie przyjemne dla moich, mamy i taty nóg, bo byliśmy w górskich butach. Ach jak te koniki się męczyły ! Po 30 minutach do godzinki przeszliśmy na skały,
które były poustawiane w górę, tworząc schodki. Potem normalnie szliśmy drogą.
Miałem dziś fajny dzień bez przekonania, ale nie wiedziałem, że ten dzień jeszcze może się zmienić. A i się zmienił. No, zmienił. Zobaczcie :(po drodze jedno zdjęcie, które bardzo, i jeszcze bardziej warto obejrzeć).
Nagle coś ciepłego,... Tak. Słońce, tak myślałem. Był też śnieg. To wszystko równa (=) ślepotę śnieżną, faktycznie, tatowi wydawało się że zielony szlak to czerwony. Ja miałem okulary... OK. Szliśmy, zrobił się cień, mama powoli się męczyła.
Ja szedłem na przodzie, ale i tak blisko mamy i taty na szczęście. Wtedy zrobił się cieniu ("cieniu" specjalnie tak napisałem, bo tak było w pamiętniku), (cień), aż nagle.
No tak. Jazdy !
To
była góra, góra była przechylona tak : (prosto na 100 procent sie na
niej nie stanie. Miała z 65 metrów. Nam się zdarzyło tak, że musieliśmy
iść w GÓRĘ)
coś tak. Rozumiecie ? Jak, tak, to brawo !
Nie miałem czasu, na początek mi było zimno, potem lodowato. Na szczęście najszybciej szedłem, to było największym plusem (+).
Potem się męczyłem.
Potem się męczyłem.
A, i marudziłem.
Śnieg
się sypał, na szczęści nie robił LAWIN ŚNIEŻNYCH. Ja byłem w połowie
drogi, z tatą (mama 5 metrów za nami), aż nagle KTOŚ powiedział :
- 10 minutEK do schroniska.
A szliśmy na koniec góry od połowy (cała trwała półtorej h) z 50 minut.
Jeden raz mówili (moja mama lub tata ) coś o szarlo... coś tam.
Jeden raz mówili (moja mama lub tata ) coś o szarlo... coś tam.
Mama, np :
- Jak mnie poniesiesz, dostaniesz szarlotę.
ITD,.
Nie
mogłem się ponieść, no to mamy też. Weszliśmy z ulgą, (o nie) nic nie
było ! Nago, oprócz śniegu, gór, i wielkiego stawu którego nie było
widać bo był zamarznięty, a na nim śnieg, więc przepraszam, nie było go
widać. A nagle... chmm... ? Komin ?
Wspinaczka, pod górę z wysiłkiem (bardzo wstrętny, ten wysiłek) : (akurat na zdjęciu wygląda łatwo, ale to nic w porównaniu z wyglądaniem)
Wspinaczka, pod górę z wysiłkiem (bardzo wstrętny, ten wysiłek) : (akurat na zdjęciu wygląda łatwo, ale to nic w porównaniu z wyglądaniem)
Nie
wiedziałem czy on tam jest za bardzo, nawet moim super wzrokiem, bo
przez tą wielką górę zostałem przyzwyczajony do śniegu, Rozumiecie co
było dalej.
21 kwietnia
Czy ja naprawdę się zmęczę ? "góry 500 + "
Kiedy
wstawałem, mama znowu coś marudziła, tak jak pierwszego dnia, że mam
nadal spać. Po tej chwili, już nie chciało jej się narzekać, więc
zaprosiła mnie do swojego łóżka, a po minucie powiedziała bym obudził
tatę, który o dziwo, nie chrapał. Obudziłem go, wstaliśmy, nie jedząc
NIC z bufetu. Poszliśmy potem na góry, na przełęcz, do której nie
dotarliśmy, (2 godzinki brakowało ? I tak było BARDZO niebezpiecznie) na
zawrat prawie dotarliśmy (dziwię się, że na niego nie poszliśmy,
brakowało 5 minut [ale w jedną stronę], no ale to to to tylko 10 w obie,
więc i tak mało). Robiliśmy przerwy, które ja je nazywałem jako punkty.
Pamiętam je, ale w kolejności ich nie napiszę. I w koleności ich nie
napisałem.
• Śnieżna ryba
• Lodowy człowiek
• Białe kamienie
• Pikujący taksówkarz (strome podejście)
• Skaczący hipototam (ja tak wymówiłem hipopotama)
• Atak langustynek
• Martwe, skaliste ptaki
• Brzmiące katastrofy
• Płaskie dzwony
• Siedząca pupa.
Napiszcie w komentarzach, co wam najbardziej się spodobało.
Ale i tak widoczek :
A zrobiliśmy przerwę.
Wróciliśmy
z Zawratu, ja jechałem na nogach z tatą. No, ja na pupie, bo trudno mi
było tak jechać, więc się przewracałem. (Hmm, może tak "troszeczkę" na
pupie). Wróciliśmy, przeszliśmy przez mostek. Z Tytusem, chłopakiem co
ma telefon (mi wyglądał na około 10 lat) zagrałem w doble z edycją
starwars (czy jak to tam się pisze), a potem z tatą się wybraliśmy na
spacerek, widzieliśmy palce i stopę... βբG ! (BFG !). Jeszcze przed
spacerkiem zjadłem szarlotę, a mama i tata po szarlotce. Moja była tyle
sama, ale kosztowała tyle samo co szarlotki mamy i taty. A, dużo jabłek
mi się dostało do mej "Szarloty". Widział (tylko tata) jak zjeżdżali
narciarze góry. Herbatę wypiłem, żurek wypiłem. Tata banana jadł na
energię, na jutro, kapałem się (ale się bałem), a w lustrze zobaczyłem
swoją twarz. Jutro i dzisiaj nazywaliśmy się plemieniem "czerwona
twarz", ja z mamą. Oczywiście bez taty ! Rozumiecie, mam nadzieję bigger
mocno się opaliłem. (tak ✓ napisałem w pamiętniku).
IDĘ SPAĆ
PA
PA
◡
✔️✔️✔️✔️❌
(tak ja to oceniam).
22 kwietnia
Śmingus-dyngus kończy Tatry.
Wstałem, teraz na szczęście (co często się pojawia) nie marudziła. Normalnie zeszliśmy do bufetu, co właśnie akurat kończył swoją przerwę. No nie normalnie - jak zeszliśmy ze schodów, pojawia się wielki kwadrat, czyli korytarz. Każdy miał na nim przeszkodę - 3 dzieci (dziecko - osoba do max 10 - 18 lat) które walczyły, chodziło o to że psikali się wodą ze strzykawek, jedna miała kształt konika morskiego. Chodziło o to, że dzisiaj jest Śmigus-dyngus, święto czy "Śmingus"(dyngus). Sam zjadłem jajecznicę z trzech jaj, na którą czekało się 10 minut. Wróciliśmy na parking, po drodze zahaczając na schronisko PTTK "roztoka". (mało ważna informacja, WI-FI roztoki to "roztoka1"), zjedliśmy szarlotę, co kosztowała tyle samo co na schronisku przy dolinie pięciu stawów polskich. (czy jak to tam), a po drodze do tego schroniska mama się przewróciła i wyrżnęła na pupie. Ale to wina lodu ! Spotkaliśmy nawet lud który, mówił po czesku...
- Hello,
- ahoj (to czeski),
- cześć,
- ola.
Przyjechaliśmy do prababci Gieni, z mikołajem na dworze świętowaliśmy Śmingusa, a potem grałem z Marysią, Mikołajem, i Weroniką w Splendora Anety. Mieliśmy dwa dodatkowe zasady : oddawanie zarezerwowanych kart z poziomu trzeciego i pod koniec gry dodawanie wszystkich arystokratów (nie podobało mi się to, bo Mikołaj przez to wygrał, a nie ja). Potem do danki pojechaliśmy, zjadłem kanapkę, jeden raz w Gizmosa zagrałem z tatą i Tomkiem, który wygrał, ale źle policzył, więc tata wygrał, ale ja 5 pz sobie nie doliczyłem, więc wygrałem. Mam post o nim, i wywiad o babci Dance. (ja zadawałem pytania), muszę już kończyć, a pod koniec :
丈
(Łanet, are you tired ?)
NAPISZCIE KOMENTARZ - NAPISZCIE KOMENTARZ - NAPISZCIE KOMENTARZ - NAPISZ










