czwartek, 27 lutego 2020

Korona Bieszczadów cz. 1.

Witam was.
Przedstawię wam wszystkie góry z książeczki zatytułowanej ,,Korona Bieszczadów''. Na wszystkie te góry wszedłem, i mam nadzieję że pooglądacie je na moim poście, poście, który teraz czytacie. Jeszcze proponuję wam wsypać do miski jakieś tam chipsy, byle tylko żeby nie zawierały oleju palmowego, i możemy jechać dalej.

WSTĘP
Wstęp polega na tym, byście otworzyli te chipsy i przeczytali to, co znajduje się w tym poście. Po co to dobrze byłoby poczytać? Po to, byście poznali na jakie góry wszedłem z książeczki ,,Korona Bieszczadów''. Wszedłem na nie wszystkie, więc mam też odznakę. Zacznijmy od gór, nie od żadnych odznak, bo się wszystko popląta. Macie otworzone chipsy? Jak tak, to wiecie już co robić. Czytać tego posta, który został utworzony przez mnie! Jak będą zadane jakieś pytania, to z wielką chęcią na nie odpowiem. Jeżeli je oczywiście zadacie, bo nie umiem czytać w myślach. Chyba i tak zresztą się spodziewacie, że nie umiem czytać w myślach.
                                                                                                             Powodzenia !

GÓRY

TARNICA
Góra nr. 1, to też pierwsza góra z książeczki (już wiecie jakiej). Jest to Tarnica, która ma 1346 m. (dokładniej metrów nad poziomem morza, ale nie będę używać tego skrótu - będzie same ,,m''od metra). Dobra, skończyliśmy na tym, że ma 1346 m.(n.p.m.), i teraz tak - jak ja tam dotarłem? I kiedy? Dotarłem tam 23.09.2018, czyli 23 września roku 2018. 

Trasa, jaką odbyliśmy, byśmy tu weszli, była następująca:
Trasę zaczęliśmy już od Wołosatego, czyli od takiej wioski. Z niego szliśmy na Przełęcz pod Tarnicą, na Tarnicę, później na Halicz (który będzie opisany pod numerem dwa w tym poście), później na Przełęcz Bukowską i wracamy do miejsca z którego rozpoczynaliśmy trasę i w którym kończyliśmy; jest to oczywiście Wołosate. 
Tarnica ma na szczycie metalowy krzyż, więc lepiej na Tarnicę nie wchodzić kiedy jest burza (lepiej to jak jest burza na żaden szczyt nie wchodzić). Trasa, którą przeszliśmy, by wylądować na Tarnicy, miała dokładnie 18,9 km, ale można mówić że miała 19 km w skrócie. Bo tak naprawdę to 0,1 km to bardzo szybki odcinek drogi i samochód go może pokonać w półtora sekundy. Dorosły człowiek może w minutę, w zależności od tego:
- Czy biegnie,
- Jak dużo ma energii,
- I jakie długie ma nogi. 
Co jest jeszcze na Tarnicy oprócz metalowego krzyżu? Są zardzewiałe ławki, malutka tabliczka informująca że jesteś na Tarnicy... I, w zależności od pogody, może być też mgła. Jak widzieliście na zdjęciu, ja z Roksaną akurat trafiliśmy na mgłę. Niezbyt fajnie, bo nie widać widoków, no ale zawsze coś, co? To góra, na którą wszedłem, by zdobyć odznakę Korony Bieszczadów. Och... Ach...
Jedźmy z tym koksem dalej, bo moje ochy i achy przedłużają tylko posta. Czytajcie dalej!

HALICZ
Góra nr. 2 odbyła się na tej samej trasie co Tarnica i wspominałem o niej już - jest to Halicz, który nie ma na szczycie metalowej wieży. Ma kilkanaście m.(n.p.m.) mniej, niż ma Tarnica. Halicz ma...

...metalowy krzyż. Ma jakiś tam krzyż, nie wiem z czego wykonany, ale ma krzyż. I Halicz ma też 1333 m.(n.p.m.). A jak chcecie wiedzieć gdzie jest Halicz, kliknijcie w pole poniżej:

Gdzie jest Halicz?

Omińcie ten napis, jeżeli nie chcecie gdzie jest. A co na nim jest? No tylko ten krzyż, nie wiadomo z czego wykonany, i z tego co pamiętam, była na nim trawa, ławek chyba nie było. Ale nie gadajmy o chyba - mówmy ,,nie było tam ławek''.


Trasa, którą pokonaliśmy, żebyśmy weszli na Wielką Rawkę, brzmiała tak:

Przełęcz Wyżniańska, i to z niej zaczynaliśmy trasę. Następnym punktem była Bacówka PTTK pod Małą Rawką, po bacówce była Mała Rawka, po małej była ta Wielka (Wielka Rawka), a po wielkiej była Przełęcz Wyżniańska z której zaczynaliśmy trasę i na której kończyliśmy trasę.

Kiedy się przechadzaliśmy, widzieliśmy połoniny. Są też one na zdjęciu, które troszeczkę powiększyłem, byście mogli zobaczyć mnie i mojego tatę, Piotra. W przybliżeniu...

...Piotr nie ma superowej miny. Już nawet ja mam lepszą. Na zdjęciu jesteśmy na jakimś rozstaju, który pokazuje na swoich drogowskazach, że:
- Można z tego rozstaju dojść na Małą Rawkę,
- i na Wielką rawkę.
Nie pokazują czasu, który w 90 % jest błędny. Nie szkodzi.
My z tego rozstaju kierujemy się na Wielką Rawkę. Nasza trasa, którą opisałem 7 linijek wyżej, miała 9, 2 km. i odbyliśmy ją 24.04.2019, czyli 24 kwietnia (6 dni przed moimi urodzinami) w 2019 roku (6 dni przed moimi urodzin... 😀). Dobra. Nie będę przy was wspominał o tych czasach. Piotr nie ma superowej miny na zdjęciu, widzieliście to? To może przez to, że za 6 dni miałem mieć urodziny.

POŁONINA CARYŃSKA
Ma 1297 m.(n.p.m.). Wszedłem na nią 03.05.2018, czyli 3 maja roku 2018. Trasę zaczęliśmy...

... od Przełęczy Wyżniańskiej, i z niej - Jupi! - na Połoninę Caryńską, z Caryńskiej do Schroniska Studenckiego Koliba, ze schroniska na Magurę Stuposiańską i do Widełek. 

Trasa ta miała 12,2 km. Czyli bardzo mało kilometrów. 



Mój uśmiech nie jest sztuczny - zapewniam was. Jest no... zwyczajny. Po prostu się cieszę, że wszedłem na Połoninę Caryńską. Bo chyba mam z czego się cieszyć, co? To jest przecież następna góra do książeczki ,,Korona Bieszczadów'', którą już całkowicie wypełniłem. Połonina Caryńska w tym poście jest nr. 1, ponieważ to jest Połonina. Do Połoniny Caryńskiej dotarliśmy czerwonym szlakiem, nie mamy do niej żadnej pieczątki, ale zdjęcie do zweryfikowania, które jest obok, po lewej. To tyle a propo Połoniny Caryńskiej.


😌





POŁONINA WETLIŃSKA 
(Smerek)
To połonina nr 2. Połonina Wetlińska została zdobyta 01.05.2019m czyli 1 maja roku 2019. Mamy z niej dwie pieczątki, A to zdjęcie właśnie z Połoniny Wetlińskiej.

Na Wetlińskiej (Smerek) jest też metalowa wieża, tak jak na Tarnicy, ale nie w kształcie krzyżu. Mamy na niej marną pogodę i jak wy będziecie jeszcze na nią wchodzić, kibicuję wam że zastaniecie tam ładniejszą pogodę. Trasę ze Smerka przebyliśmy w 10,4 km. I ta trasa wygląda tak, jak jest napisane poniżej:

Zaczynaliśmy z Wetliny, miejsca zwanego Stare Sioło. Weszliśmy na Przełęcz Orłowicza, z niego na Połoninę Wetlińską (czyli na Smerek)
Ze Smerka wracamy na Przełęcz Orłowicza, i do Wetliny, w miejsce zwane ,,Stare Sioło'', skąd rozpoczynaliśmy trasę i gdzie kończyliśmy trasę. 

I.t.d... Tata wpada w błoto. 
Zacznijmy od początku - Rabia Skała ma 1199 m.(n.p.m.) i wszedłem na nią z Roksaną i Piotrem w dniu 19.10.2019, czyli 19 listopada 2019 roku. Trasa na Rabią Skałę wyglądała tak:

Wetlina - Jawornik - Rabia Skała  - Jawornik - Wetlina. 


Trasa na Rabią miała 13,6 km. i podczas niej, jak już wspominałem, tata wpadł w błoto. Szła też wtedy z  nami Aneta, ale my nie robimy zdjęć z ciotuchnami. Na szczycie nie było widoków więc trochę było marnie, ale były ławki. 
Wychodzimy z samochodu, mijamy drogowskaz i wchodzimy pod górkę, która była przykryta liśćmi chyba z kleszczami. Na szczęście nie udaje się nikomu z nas złapać jakiegoś kleszcza i idziemy dalej. Robimy przerwę na robalo-żelki, kończymy ją i idziemy. Droga w górę przykryta liśćmi i wchodzimy na miejsce, gdzie jest przynajmniej 8 krzyżów i przy jednym z nich leży umarły chrząszcz. Nie chrząszcz - chrząszcze. Postanowiłem nazwać to ,,Kaplicą Chrząszczy''. Mijamy Kaplicę Chrząszczy i wchodzimy na dróżkę, ale nie przykrytą liśćmi i wiodącą leciuteńko w dół, aż prawie prosto. To właśnie nią dochodzimy na Jawornik. Drogowskaz na Jaworniku pokazuje, że na Rabią Skałę 2h i 15min, a my mamy się pospieszyć! No ale idziemy, po zjedzeniu jednego robalo-żelka. Idziemy dróżką mocno w dół lekko przykrytą liśćmi, później do góry i kiedy spoglądam za siebię, widzę tylko moją mamę. Wyprzedziliśmy Łanet i Piotra, pomyślałem. Ale kiedy dotarliśmy na Rabią i otworzyliśmy sobie po drożdżówce z budyniem, po półtora minucie przychodzi Aneta, a po jeszcze minucie przychodzi Piotr. Siada na ławce, ostatnim miejscu które nie zostało zajęte i zdejmuje buta. Spojrzałem na jego skarpetkę, która powinna być szara, a okazuje się, że jest brązowa. To było błoto. I to dużo błota. Spojrzałem na mamę, która też zdawała się zdawać z tego sprawę, że Piotr wpadł do błota. Ale gdzie?, pomyślałem. Może... nie. Tak nie. Okazało się, że tata nie przeszedł po kłodzie nad morzem liści, tylko poszedł po liściach, które zasłaniały małe bagienko. W którym, oczywiście, było błoto. Na szczęście szybko się zorientował, bo byłby po kolana w błocie.
Tak to było.
Zeszliśmy na dół i porozmawialiśmy o grze Brass, która nie znajdowała się wtedy u nas w domu.

JASŁO
Ma 1153 m.(n.p.m.) i wszedłem na nie 9.10.2019, czyli 9 października roku 2019. Szedłem wtedy z oba ciotuchnami, więc trasa, która wyglądała tak jak poniżej, była bardzo nerwowa:

Przełęcz Przysłup - Jasło - Przełęcz Przysłup

Naprawdę. Wejście na Jasło... 

...tak, naprawdę było bardzo nerwowe. Kiedy minęliśmy wielgaśną grupę uczniów (prawdopodobnie z gimnazjum, albo z szóstej klasy; w każdym razie się nie domyśliłem ,,na pewno''),weszliśmy na wąską ścieżkę z błotem, na której jak wracaliśmy się wywaliłem. Na połoninach należących do Jasła obracałem się z milion razy, ponieważ wiatr mnie do tego ZMUSZAŁ. Nie lubię, jak wiatr mnie do czegoś ZMUSZA. Później się wywaliłem w błoto jak wracaliśmy - o tym już napisałem, i jak wracaliśmy nie spotkaliśmy żadnej grupki gimnazjouczniówszóstej. Nie spotkaliśmy już więcej ani jednego człowieka nie licząc nas samych. Przeszliśmy wtedy 8,6 km.


Dotarliśmy na nią w pośpiechu, ponieważ w ten sam dzień byliśmy na innej górze o nazwie Stryb. Trasa na Hyrlatą wyglądała tak, jak napisane jest poniżej:

Roztoki Górne - Hyrlata - Roztoki Górne

Weszliśmy na Hyrlatą 20.10.2019, czyli 20 października roku 2019. Trasa ta przebiegła z mną, moją mamą i Anetowską Łanetowską ciotuchną i miała ?,? km. Łanet wpadła w wodę, później ja w błoto. Znaleźliśmy też drzewo, które z jednej strony miało korę, a z drugiej nie. Było niezłym miejscem na kryjówkę. Kiedy mijaliśmy porąbane drzewa, już schodząc, mama wzięła kilka odłamków tych biednych drzew. Na dole był już gotowy bigos przygotowany przez Królową Stanu Zachodniego Pakoszówki i mojego tatę. Zjadłem bigos, pochwaliłem królową...

Cisna - Bacówka PTTK pod Honem - Kłoda (nie ma takiego miejsca na mapach) - Wołosań - Bacówka PTTK pod Honem - Cisna

Taką trasę pokonaliśmy, by wejść na Wołosań. 

Od Bacówki do miejsca wymyślonego przez mnie o nazwie ,,Kłoda'' przyłączył się do nas kot, którego nazwałem Tok. Myśleliśmy, że moja czapka go tak zaczarowała. Kot nie miał szczęśliwego dnia bo Łanet nie chciała dać mu makaronu i się bała czy nie jest uczulony. Okazało się że nie. Na Wołosań weszliśmy dnia 7.10.2019, czyli 7 października roku 2019. Trasa miała 16,2 km, a Tok przeszedł 1\4 trasy, a więc przeszedł ok. 3,9 km. Tak się natrudził, a Aneta nie chciała mu dać nitki makaronu z glutenem! (Tak się natrudził napisałem, ponieważ koty mają krótsze nogi i muszą przebierać aż czterema, a nie dwoma, więc się bardziej męczą. Prawda ?)

Dołżyca - Łopiennik - Dołżyca
Dnia 21.10.2019, czyli 21 października została pokonana ta trasa, która miała... mmm... 7,1 km. 
Łopiennik był fajną górą.
Na początek szło się przez las, później były takie dwa miejsca gdzie się podziwiało widoki, las... i dużo siana. Wszędzie siano, na dodatek które sięgało na 1\3 metra. Na szczęście tata był wyższy. Kiedy wracaliśmy, mama nagle przystaje, i podaje mi bukiet siana, który uzbierałem razem z nią.
- Telefon mi się zgubił, - mówi.
Na szczęście go odnaleźliśmy.

KONIEC
(No tak nie całkiem)
Kończę mój post, lecz widzicie chyba, że jest tu mało gór? To nie wszystkie góry z Korony Bieszczadów się tu znajdują - to część pierwsza. Czekajcie na drugą i bijcie brawa w komentarzach!
PA.
POWODENIA.

ZAGADKA DOSTAJE SIĘ TEMU, KTÓRY ZAKLASKA NAJWIĘCEJ.
ZAGADKA ZOSTANIE NAPISANA W NAJBLIŻSZYM CZASIE.