W miasteczku Sangreford było chłodno.
W tym właśnie miasteczku był jeden, jedyny dom w którym paliły się światła.
W tym domu Mama wyrabiała ciasto na racuchy z ciasta, a tata jak robi to zwykle sprawdza godzinę.
Była 7:37.
O ósmej mieli dać Manxowi prezent.
W tym czasie, co mama wyrabiała ciasto na racuchy z ciasta, Manex przejrzał szafy mamy i taty, toalety (tak naprawdę toaletę), sprawdził też...
Manex szukał prezentu.
A co z biurem ?
Przecież tam musi być prezent.
Kiedy wszedł do biura, to wprawdzie nie wszedł, bo zauważył tabliczkę.
Ów ta tabliczka miała na sobie napisane czarnym markerem :
"NIE WCHODZIĆ".
Co prawda Manex zauważył tylko "NIE" więc pomyślał że tabliczka głosi :
"NIE NACISKAĆ KLAMKI".
Czyli nie wejść, to znaczy że tabliczka (pomyślał Manex ) głosi :
"NIE WEJŚĆ".
Och, to znaczy że nie znajdę prezentu zanim mi go da mama i tata.
လလလ
Tata popatrzył na zegar.
8:01
- Prezent ! prezent ! - zaczął krzyczeć jak oszalały.
Ni stąd, ni nie stąd zjawił się Manex.
- Co ? Prezent ? HURRA !!! - Może nawet śpiewał Manex, kręcąc się jak na obrotowej podstawce do tortów jego babci.
- Okej, Okej, Będzie. - Musiała chyba powtarzać mama.
Kiedy prezent został podany, Manex zobaczył że w nim jest...
- T-E-L-E-F-O-N !!! - Zaczął krzyczeć jak jeszcze bardziej niż oszalały.
Potem zainstalował sky'epa, bo to był telefon na którym mógł być zainstalowany.
Zainstalował też gmaila, facebooka...
Jeszcze zainstalował YouTuba i obejrzał bajkę.
W ten dzień 100 % z baterii jego telefonu znikło.
tak sobie znikło.
W Sangreford nastał drugi poranek z widzenia tej chistori.
U przyjacielki Manexa, był Manex.
Ona zdradziła mu że istnieją czary.
Dała mu książkę " Jak zmienić telefon z czarów". Wiedziała że dostał telefon.
Normalnie Manex za dobrze nie mógł czytać, choć magiczne książki dało się czytać a ona była magiczna.
Więc jego telefon stał się koloru chipopotamowego i trochę księżycowego.
Telefon umiał chodzić i takie podobne.
Choć rodzice tego nie widzieli, bo nie byli zaczarowani by mogli to obejrzeć tak jak Manex, choć Manex więcej nie chciał więcej zaczarowywać na telefon. Telefon nazywał się Pik-Pok.
Ale dodatkowo telefon musiał mieć jedzenie, choć sam je se wywoływał za sprawą czaru jadalnego.
KONIEC
jak fajna, to napiszcie w komentarzach, OK ?
wowwwwww chyba najfajniejsza Twoja historia :))
OdpowiedzUsuńtak trzymać i czekam na dalszy ciąg ten niesamowitej historii, w której nie mogło przecież zabraknąć...czarówwwwww :D
nie mogę sie doczekać jakie będzie miał przygody ten Manex i jego zaczorowywany chipopotamowo-księzycowy telefon Pik-Pok :)
ach, czeba chyba poczekać, co ?
UsuńAle ja myślę że lepsza była o sałacie króla.
Jak ktoś nie zna sałaty króla, to chyba ją opowiem.
O sałacie króla nie będzie tam Manexa ani Pik-Poka.
Będzie zły król, który jest chyba nie do powstrzymania...
Ale, Nie na zawsze !!!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNi stąd, ni nie stąd wspomniało mi się, że i w waszym biurze czaiły się kiedyś jakieś prezenty.
OdpowiedzUsuńps. czaderska opowieść. mi też bateria 100% tak sobie znika !!!