środa, 8 maja 2019

Tatry - +... (Ziutek, itd.)

Mam opowiedzieć o tatrach, i o nich opowiem, wymawiając całą sytuację. Na początek opowiem wam o Ziutku. Spostrzegliście, że zawsze pierwsza litera Ziutka (czyli "z") jest duża ? To jest imię naszego vana, którego robiliśmy, zrobiliśmy, ale potem znowu właśnie znowu ZACZNIEMY do niego dodawać nowe funkcje, ale na razie ma najważniejsze - łóżko. Jeszcze przed wyjazdem zrobiłem listę osobistą, itd,. Na tatry wyszło tak :

Jest \ są : (znak "✔️")

✔️Plecaki
✔️Śpiwory
✔️Ręczniki
✔️Latarki lub czołówki (latarek nie ma)

Itd,.

Nie ma : (❌\✖️)
❌ ładowarki do aparatu (ładowarka)
❌ baterie do czołówek

I inne...
Potem do Ziutka (nie będę przepisywał, bo naprawdę wiele tego tam było).
Wymyśliłem też piosenkę :
LISY

My jesteśmy lisami, tymi drapieżcami,                                                                                                 x2
zobaczył wędkarz rybę, którą złapaliśmy,
my po prostu psociliśmy.                                                                                                                       x2

Zbadaliśmy, i wszystko widzieliśmy,
to my,
lisy.

Lwa pokonaliśmy, życie z niego sączyliśmy.

Listki śpiewają i my,                                                                                                                             x2
Lisy.                                                                                                                                                      x2
  
Pokonaliśmy pola, 
te najdroższe i najgorsze,
lasy zielone, i trochę kolorowe też.

I byliśmy w łodzi, - łodzi tej ludzkiej, ludzkiej.

Śpiewaliśmy latami, i walczyliśmy, też latami, tymi wielkimi, zgrabnymi.

To my -
lisy.

Tak ona leci. Bardzo mi się podoba. Na jasno jej się nie nauczyłem :) 😛 

Ziutek może aż pomieścić 90 litrów swojego jedzonka ! Dobra, skończę z tym.

ZACZNIJMY !

R. 2019, Tatry.

19 Kwietnia, 
 1 noc w Ziutku. 
Wstałem. Przecież zawsze na początku dnia trzeba wstać, jeżeli się wczorajszego dnia zasypiało. Wiedziałem, że dzisiaj będzie moja, mamy i taty pierwsza noc w Ziutku. Mama coś szyła, w każdym razie ja tak słyszałem. Potem już nie szyła. Wstałem, jak było napisane, i tak jak było. Robiłem śniadanie, jednocześnie robiąc ciepły sok. Zjadłem, ale mama nie mówiła mi żebym zjadł te kanapki i wypił ciepły sok. 

Dotąd, kiedy tata przyszedł z pracy, przygotowałem różne rzeczy sam, albo z mamą :

• Jajko wielkanocne ( Styropian wsiąkł w lakier, więc wyglądało to tak jakby odpadł styropian - to było po prostu smocze jajo),
• Zrobiłem sam azul w kuchni pod lodówką i szafką,
• Psikałem kwiatki, ręce mi się mocno zmęczyły, i podlałem choinkę, 5 słoikami wody, co były do pełna.

ITD,.

Kiedy tata przyjechał z pracy, zjadł obiad tak jak ja (ja jadłem wcześnie), był makaron z boczkiem, który kupił tata równiutko przed wyjazdem, a do turystycznej lodówki by nam się nie przydał, a jak byśmy go dali do normalnej lodówki, to by się przeterminował.

- Po co go kupiłeś ? 
- Bo tak.
- Ale czemu ?
- Bo tak. 
- Wiesz, że się przeterminuje. 
- Wiem.

No i przez to MUSIELIŚMY zrobić ten makaron. Potem pojechaliśmy do babci Grażyny (o awanturze z boczkiem nie gadaliśmy ), by dać jej kwiatki które miała podlewać, a za to daliśmy jej pudełko ptasiego mleczka (jak było napisane na pudełku). Mama te kwiaty dziś drugi raz podlewała, bo był straszny upał, ale aż za mocno, bo wyszło Barojo. Bajoro. A, raczej BREJA. 

Potem natychmiast pojechaliśmy. Jechaliśmy Ziutkiem (unikaj opłat), 5 h bez przystanków. Tak z 6 godzin i 10 minut z przerwami. Ja to piszę szybko, a jechało się naprawdę długo. Po drodze zjedliśmy bułki (i na przystankach) i zaparkowaliśmy przy stawie (jeziorze) Pogoria. Zasnąłem o pierwszej w nocy, chyba, ale na szczęście NIE wymiotowałem.

20 kwietnia
OCH !
 No wstałem z Ziutka. Wczoraj zaparkowaliśmy nad stawem, czy jeziorem, który nazywa się Pogoria. Mama była obudzona kiedy wstałem z Ziutka, ale tylko 5 minut temu. Tata dalej chrapał, nadal. Mama nadal gadała, i marudziła, że za późno wstaliśmy. Dla mnie było to odwrotnością, dlatego że ja wstaje od 10 do 12. Normalnie na dwunastą... Dobra skończę z tym. To tak :

9:00
Rozumiecie ?
No dokej. 
Jechaliśmy, tak z 2 h, na parking. 10 czy 20 złoty za osobówkę, na dobę. Chyba 10, ale za dobrze nie pamiętam. My wykupiliśmy na 2 doby, wypiliśmy sok, ubraliśmy się, i ogarnęliśmy (no tak trochę). Ruszyliśmy. Asfaltem,
co było nie przyjemne dla moich, mamy i taty nóg, bo byliśmy w górskich butach. Ach jak te koniki się męczyły ! Po 30 minutach do godzinki przeszliśmy na skały,
które były poustawiane w górę, tworząc schodki. Potem normalnie szliśmy drogą.

Miałem dziś fajny dzień bez przekonania, ale nie wiedziałem, że ten dzień jeszcze może się zmienić. A i się zmienił. No, zmienił. Zobaczcie :(po drodze jedno zdjęcie, które bardzo, i jeszcze bardziej warto obejrzeć).
Nagle coś ciepłego,... Tak. Słońce, tak myślałem. Był też śnieg. To wszystko równa (=) ślepotę śnieżną, faktycznie, tatowi wydawało się że zielony szlak to czerwony. Ja miałem okulary... OK. Szliśmy, zrobił się cień, mama powoli się męczyła.

Ja szedłem na przodzie, ale i tak blisko mamy i taty na szczęście. Wtedy zrobił się cieniu ("cieniu" specjalnie tak napisałem, bo tak było w pamiętniku), (cień), aż nagle. 
No tak. Jazdy !
To była góra, góra była przechylona tak : (prosto na 100 procent sie na niej nie stanie. Miała z 65 metrów. Nam się zdarzyło tak, że musieliśmy iść w GÓRĘ)

Góra / dół


coś tak. Rozumiecie ? Jak, tak, to brawo !
Nie miałem czasu, na początek mi było zimno, potem lodowato. Na szczęście najszybciej szedłem, to było największym plusem (+).
Potem się męczyłem.
A, i marudziłem. 
Śnieg się sypał, na szczęści nie robił LAWIN ŚNIEŻNYCH. Ja byłem w połowie drogi, z tatą (mama 5 metrów za nami), aż nagle KTOŚ powiedział :
- 10 minutEK do schroniska. 
A szliśmy na koniec góry od połowy (cała trwała półtorej h) z 50 minut.
Jeden raz mówili (moja mama lub tata ) coś o szarlo... coś tam. 
Mama, np :
- Jak mnie poniesiesz, dostaniesz szarlotę.
ITD,.
Nie mogłem się ponieść, no to mamy też. Weszliśmy z ulgą, (o nie) nic nie było ! Nago, oprócz śniegu, gór, i wielkiego stawu którego nie było widać bo był zamarznięty, a na nim śnieg, więc przepraszam, nie było go widać. A nagle... chmm... ? Komin ?

Wspinaczka, pod górę z wysiłkiem (bardzo wstrętny, ten wysiłek) : (akurat na zdjęciu wygląda łatwo, ale to nic w porównaniu z wyglądaniem)

 Nie wiedziałem czy on tam jest za bardzo, nawet moim super wzrokiem, bo przez tą wielką górę zostałem przyzwyczajony do śniegu, Rozumiecie co było dalej.

21 kwietnia
Czy ja naprawdę się zmęczę ? "góry 500 + "
 Kiedy wstawałem, mama znowu coś marudziła, tak jak pierwszego dnia, że mam nadal spać. Po tej chwili, już nie chciało jej się narzekać, więc zaprosiła mnie do swojego łóżka, a po minucie powiedziała bym obudził tatę, który o dziwo, nie chrapał. Obudziłem go, wstaliśmy, nie jedząc NIC z bufetu. Poszliśmy potem na góry, na przełęcz, do której nie dotarliśmy, (2 godzinki brakowało ? I tak było BARDZO niebezpiecznie) na zawrat prawie dotarliśmy (dziwię się, że na niego nie poszliśmy, brakowało 5 minut [ale w jedną stronę], no ale to to to tylko 10 w obie, więc i tak mało). Robiliśmy przerwy, które ja je nazywałem jako punkty. Pamiętam je, ale w kolejności ich nie napiszę. I w koleności ich nie napisałem.

• Śnieżna ryba
• Lodowy człowiek
• Białe kamienie
• Pikujący taksówkarz (strome podejście)
• Skaczący hipototam (ja tak wymówiłem hipopotama)
• Atak langustynek 
• Martwe, skaliste ptaki
• Brzmiące katastrofy
• Płaskie dzwony 
• Siedząca pupa.

Napiszcie w komentarzach, co wam najbardziej się spodobało.
Ale i tak widoczek :
A zrobiliśmy przerwę.
Wróciliśmy z Zawratu, ja jechałem na nogach z tatą. No, ja na pupie, bo trudno mi było tak jechać, więc się przewracałem. (Hmm, może tak "troszeczkę" na pupie). Wróciliśmy, przeszliśmy przez mostek. Z Tytusem, chłopakiem co ma telefon (mi wyglądał na około 10 lat) zagrałem w doble z edycją starwars (czy jak to tam się pisze), a potem z tatą się wybraliśmy na spacerek, widzieliśmy palce i stopę... βբG ! (BFG !). Jeszcze przed spacerkiem zjadłem szarlotę, a mama i tata po szarlotce. Moja była tyle sama, ale kosztowała tyle samo co szarlotki mamy i taty. A, dużo jabłek mi się dostało do mej "Szarloty". Widział (tylko tata) jak zjeżdżali narciarze góry. Herbatę wypiłem, żurek wypiłem. Tata banana jadł na energię, na jutro, kapałem się (ale się bałem), a w lustrze zobaczyłem swoją twarz. Jutro i dzisiaj nazywaliśmy się plemieniem "czerwona twarz", ja z mamą. Oczywiście bez taty ! Rozumiecie, mam nadzieję bigger mocno się opaliłem. (tak ✓ napisałem w pamiętniku). 
IDĘ SPAĆ
PA
✔️✔️✔️✔️❌
(tak ja to oceniam).

22 kwietnia
Śmingus-dyngus kończy Tatry.
Wstałem, teraz na szczęście (co często się pojawia) nie marudziła. Normalnie zeszliśmy do bufetu, co właśnie akurat kończył swoją przerwę. No nie normalnie - jak zeszliśmy ze schodów, pojawia się wielki kwadrat, czyli korytarz. Każdy miał na nim przeszkodę - 3 dzieci (dziecko - osoba do max 10 - 18 lat) które walczyły, chodziło o to że psikali się wodą ze strzykawek, jedna miała kształt konika morskiego. Chodziło o to, że dzisiaj jest Śmigus-dyngus, święto czy "Śmingus"(dyngus). Sam zjadłem jajecznicę z trzech jaj, na którą czekało się 10 minut. Wróciliśmy na parking, po drodze zahaczając na schronisko PTTK "roztoka". (mało ważna informacja, WI-FI roztoki to "roztoka1"), zjedliśmy szarlotę, co kosztowała tyle samo co na schronisku przy dolinie pięciu stawów polskich. (czy jak to tam), a po drodze do tego schroniska mama się przewróciła i wyrżnęła na pupie. Ale to wina lodu ! Spotkaliśmy nawet lud który, mówił po czesku...

- Hello,
- ahoj (to czeski),
- cześć,
- ola.
Przyjechaliśmy do prababci Gieni, z mikołajem na dworze świętowaliśmy Śmingusa, a potem grałem z Marysią, Mikołajem, i Weroniką w Splendora Anety. Mieliśmy dwa dodatkowe zasady : oddawanie zarezerwowanych kart z poziomu trzeciego i pod koniec gry dodawanie wszystkich arystokratów (nie podobało mi się to, bo Mikołaj przez to wygrał, a nie ja). Potem do danki pojechaliśmy, zjadłem kanapkę, jeden raz w Gizmosa zagrałem z tatą i Tomkiem, który wygrał, ale źle policzył, więc tata wygrał, ale ja 5 pz sobie nie doliczyłem, więc wygrałem. Mam post o nim, i wywiad o babci Dance. (ja zadawałem pytania), muszę już kończyć, a pod koniec :




(Łanet, are you tired ?)















NAPISZCIE KOMENTARZ - NAPISZCIE KOMENTARZ - NAPISZCIE KOMENTARZ - NAPISZ




 



2 komentarze:

  1. Mi się podobał najbardziej atak langustynek :) miałam tam długą przerwę ;) i nie marudziłam aż tak dużo przecież ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. oświadczam, że wcale nie chrapałem ;)

    ależ bardzo mi sie podobał ten cały wyjazd...
    a Tobie Marcelu?

    OdpowiedzUsuń