poniedziałek, 1 czerwca 2020

WGZKIA (cz. 1) MUFLONY W GÓRACH SOWICH

3 DNI W GÓRACH SOWICH

A ja sobie piszę jako tytuł na tego posta ,,WGZKIA'' i zaraz wam oznajmiam, co oznacza ten skrót. Sam go stworzyłem i skraca mi zdanie ,,W góry z Krzyśkiem i Anitą''. Nie będę mówił co to Krzysiek i Anita, bo nie wiem, czy chcą być incognito. No bo wiecie, ludzie! Ten post robię dlatego, że byłem przewodnikiem i mało mówiłem jako przewodnik, choć można sobie uznać, że ogólnie to ja mówiłem dużo. Tak po prostu, dużo. Jedyne, co mówiłem jako przewodnik, to głównie o tym, dlaczego Góry Sowie akurat nazywają się Sowie

A ja patrzę przez lornetkę
Bo tak, byłem w Górach Sowich, bo jak  miałbym inaczej być przewodnikiem? No właśnie. Pierwszego dnia wyjeżdżałem ze Śremu, i proszę was, nie mówcie, że ze Śremiu. Jadę tak z moimi rodzicami przez około trzy godziny i czytam sobie baśnie braci Grimm. Później wszyscy idziemy na Górę Parkową, i wchodzimy więcej czasu niż schodzimy bo później już zbiegamy by zdążyć do Krzyśka i Anity, gdzie się z nimi umówiliśmy, czyli obok sklepu spożywczego, czyli obok sklepu Aldi. A później znowu jedziemy z 40 minut samochodami i wreszcie się zatrzymujemy, a potem schodzimy do Zygmuntówki.  A w niej gramy w Cytadelę, a ja dodatkowo z Krzyśkiem gram w Żelazną Kurtynę na dwie osoby. No a później idziemy spać, i okazuje się, że w Zygmuntówce mają szerokie łóżka. Fajny jest w Zygmuntówce właśnie jakiś pan, no i to, że jesteśmy z Krzyśkiem i Anitą. I zasypiam.



Widoczki ze zbożem
Idziemy, mamy fajną pogodę
Moja mama wstaje z łożka, lecz jednak za wcześnie. Anita i Krzysiek, nadal śpią, a do 3:30 brakują dwie godziny. Bo tak, mama z Krzyśkiem i Anitą miała pójść na wschód słońca. Ja nadal śpię. No ale wreszcie dochodzi ta 3:30 i Krzysiek i Anita się budzą. No a potem idą na Kalenicę, po drodze się gubią bo jest ciemno. O dziwo, i tak mieli czołówki. Wchodzą na wieżę widokową i oglądają wschód słońca. Mama mi nawet mówiła, że widziała Sky Tower. Jak można stwierdzić, to mama jest najbardziej zmęczona. Później cała trójka wraca wreszcie, mijając drzewa. 

Postacie na dole to my, a po prawej Zygmuntówka
Następnego dnia ten fajny pan w sali kominkowej pyta nas, czy widzieliśmy rano muflony. No pewnie, że nie! Bo podobno i tak można je zobaczyć. Kiedy idziemy, dźwigam mój plecak i szukam różnych skałek na drodze i odnajduje bardzo fajne. Rozmawiam też z Krzyśkiem o grach. Gdy już z Anitą zbliżam się do Wielkiej Sowy, oznajmia mi ona, że na Wielkiej Sowie nigdy wcześniej nie była.

Park Krajobrazowy Gór Sowich
Na Wielkiej Sowie
Wszyscy wchodzimy oprócz mamy na wieżę widokową i na niej Krzysiek pożycza mi lornetki. Fajnie przez nie widać i góry, i mamę w dole. Naprawdę fajnie. Szkoda tylko, że wysoko na górze jest bardzo zimno przez wiatr, wielki wiatr. Później idziemy na Małą Sowę i z niej, pod koniec fioletowym szlakiem, idziemy do schroniska Sowy a z niego do schroniska Orzeł także fioletowym szlakiem i w Orle jemy szarlotkę. Krzysiek nawet zdzwonił do Orła czy są szarlotki, bo inaczej byśmy nie szli przez nie. 
Po Kalenicy jest fajna trasa

Szkoda tylko, że po prostej drodze i ala asfalcie
Trzeciego dnia już zauważamy muflony. Ale tak naprawdę to wpatrujemy się w białego kota schroniskowego, który ma na imię Karol. A później ten pan znowu nas pyta czy widzieliśmy muflony, a my mówimy że nie, więc spoglądamy w okno i tam są dwa.

A teraz trzeciego dnia, już gorsza pogoda

Na wieży widokowej która jest na Kalenicy wieje tak, że jadę na deszczu w stronę barierki, jednak tata mnie chwyta i robimy sobie selfie. No a potem schodzimy, bo zamiast widoków jest szary kolor.

Po marnej pogodzie jest dobra
✖️

MUFLONY Z GÓR SOWICH

Mówiłem wam, że widziałem muflony. Dwa. Jako przewodnik miałem trochę o nich poopowiadać, ale powiedziałem tylko że pochodzą z Włoch, a to nie za dużo, więc jeszcze trochę wam powiem o nich już na tym poście. Wtedy miałem tytuł przewodnika M.karp. Ale to już nie jest za ważne.


To akurat muflon z internetu

Muflony mają pewien problem, ogromny. U samców ich rogi nieprawidłowo rosną i kiedy osiągną one wielkie rozmiary, wrastają w kark i szyję i krwawią. Czasami to może zagrozić nawet życie samca.  Przypuszcza się, że choroba ta ma podłoże genetyczne i spowodowana jest tym, że cała sowiogórska populacja wywodzi się od zaledwie kilku wspólnych przodków. Na szczęście jednak w Górach Sowich jest ich około 600 sztuk.

KONIEC

4 komentarze:

  1. Bardzo fajnie się wędrowało i podoba misie ten skrót WGZKIA. a wcześniej podobał mi się KARPM Panie Przewodniku :). Aż dziwne, że nie wspomniałeś o graniu w planszówki w drugi dzień :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skróty ci się podobają. Ach. A to z tymi grami... To chyba dlatego, że trochę pozapominałem o niektórych sprawach. No bo wiesz, to oczywiste przecież że graliśmy wtedy w gry. Jeszcze cię upomnę że źle napisałeś drugi skrót, powinien się nazywać M.karp a nie KARPM.

      Usuń
  2. Czołem przewodniku! Super przeczytać relację z naszej wyprawy. Potwierdzam, że było super. Już nie mogę się doczekać kolejnych wspólnych wędrówek. Czekam również na rewanż w "żelazną kurtynę". Do zobaczenia na szlaku!
    P.S. Nie musimy pozostawać incognito :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się ciesze że nie będziecie musieli pozostawać incognito, bo tak mógłbym trochę więcej tego wszystkiego pisać, wiesz, o was. A tak naprawdę, to fajnie sobie pomyśleć, że jeszcze raz cię pokonam w żelazną kurtynę. No i w inne gry!
      A więc do zobaczenia w jakimś przestronnym miejscu, takim jak właśnie ty wspomniałeś, czyli np. na szlaku.

      Usuń